w Edukacja domowa

Pamiętam siebie sprzed trzech lat. To uczucie ulgi pomieszane z uczuciem przerażenia. Decyzja podjęta, dokumenty wysłane. I co teraz? Co dalej? Co mamy robić przez wakacje? Odpoczywać? Czy może czegoś się uczyć? Jakoś się przygotować? Tylko do czego?

Miliony pytań przelatywały mi wtedy przez głowę. Czułam się wtedy trochę jak ktoś, kogo pierwszy raz wypuszczono na wolność. Skoro jest tyle ścieżek, to skąd mam wiedzieć którędy mam pójść? Potrzebowałam czasu, by w tej wolności okrzepnąć i dobrze się z nią i w niej poczuć.

To okrzepnięcie nie przyszło szybko. Pewność i spokój przyszły z czasem. Co pomagało? Lektura. Rewizja przekonań. Nieustanne zadawanie sobie pytania „dlaczego”. Dlaczego to dla mnie ważne? Dlaczego to jest dla mnie istotne? Dlaczego tego się obawiam? Dlaczego tak się czuję? Przyglądanie się dzieciom, jak się w domowej edukacji znajdują. Co je buduje i wzmacnia, a co im nie służy.

Rewizji przekonań musicie dokonać sami. To proces, który trwa. Nie da się na dzień dobry wyjąc z głowy wszystkich przekonań dotyczących edukacji, szkoły, nauki, uczenia i uczenia się. O wielu nawet nie wiemy, że mieszkają w naszych głowach i że zgodnie z nimi postępujemy. Warto je sobie wypisywać. Napisane na kartce papieru wyglądają na bardziej realne. Zebrane razem mogą dowieść, że są sprzeczne ze sobą. Urealnione dają szansę na zastanowienie się czy nam służą.

Weźmy na przykład takie przekonanie: dziecko uczy się dla siebie, a nie dla mnie. Co to tak naprawdę znaczy? A jak się nie uczy albo nie uczy się wystarczająco dużo? Jak namawiam lub przymuszam dziecko do nauki to ono się wtedy uczy dla mnie czy dla siebie? Czy nie interesuję się tym jakie dziecko ma stopnie czy nie są one dla mnie ważne? Czy to oznacza, że dziecko uczy się dla siebie, ale tak jak ja bym chciała? Czy wtedy to jest jeszcze autonomia? A czy jeśli pozwolę na autonomię to znaczy, że już na nic nie mam wpływu? A jeśli mam wpływ to na co? A na co chcę mieć wpływ?

Widzicie? Jedno małe przekonanie, a rozbierając je warstewka po warstewce możemy dojść do tego, że wcale nam nie służy, albo że nie ma nic wspólnego z tym, co robimy lub też że chcemy robić inaczej.

Wakacje przed rozpoczęciem edukacji domowej to dobry czas na przyjrzenie się sobie i swoim przekonaniom. Lektura jest do tego doskonałym narzędziem. Niejednokrotnie cudze poglądy potrafiły pokazać mi jakiś aspekt w zupełnie nowej perspektywie, co sprawiało, że musiałam przemyśleć go na nowo.

Aby działać inaczej w edukacji domowej trzeba zyskać nowy ogląd na szkołę. Jest kilka pozycji, które mogą Wam pomóc przyjrzeć się temu z różnych punktów widzenia.

Inną sprawą jest to, że w edukacji domowej najczęściej mamy dużo więcej okazji do bycia razem i warto zadbać, by to bycie razem było dla nas (rodziców i dzieci) harmonijne i satysfakcjonujące. Jestem przekonana, że to w największej mierze zależy od nas dorosłych. Od tego jak będziemy postrzegać siebie, dzieci i nasze wzajemne relacje. Dla mnie takim narzędziem do poprawiania relacji z sobą, dziećmi i innymi bliskimi jest terapia. Wbrew obiegowej opinii, do terapeuty warto się udać nie tylko wtedy, gdy choruje się na depresję, ale również w sytuacji, gdy chcemy w jakimś zakresie polepszyć nasze życie i potrzebujemy w tym merytorycznego wsparcia. Jakie lektury mogą nam w tym pomóc?

Mam nadzieję, że edukacja domowa będzie dla Was przygodą życia. Okazją, by lepiej poznać swoje dziecko i nawiązać więzi, które procentować będą przez całe życie. Na koniec, jeśli macie ochotę na kompleksowe ogarnięcie tematu polecam Wam mojego e-booka. Znajdziecie w nim wszystko, czego potrzebujecie, by ze spokojem i radością oczekiwać początku roku szkolnego.

Zdjęcie autorstwa Julia M Cameron z Pexels

Ostatnie posty

Zostaw komentarz

0