w Bez kategorii

Nuda ma dwie twarze. Można też powiedzieć, że to twarz i maska. Twarz, bo nuda to taki stan, który dzieciom jest bardzo potrzebny. Maska, bo to też komunikat, który często bywa przez dorosłych mylnie odczytywany. 

NUDA JEST POTRZEBNA

Dwa tygodnie zamknięcia w domu za nami. Dla większości dzieci to nie był moment, gdy mogły się spokojnie ponudzić. Wszyscy miali czas wypełniony aktywnościami po brzegi. Tymczasem nuda dzieciom jest niezwykle potrzebna, by mogły się rozwijać. Tylko wtedy znajdują ten wewnętrzny „drive”, gdy mają okazję zajrzeć wgłąb siebie i same zdecydować, co jest fajne, a co nie. Co ich ciekawi, a co nie koniecznie.

Teraz duża część dzieci ma mało okazji, by zdecydować. Mam takie poczucie, że w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat autonomia dziecka w odniesieniu do aktywności, które podejmuje niezmiernie się skurczyła. Daleka jestem od zachwytów  w typie – kiedyś to było lepiej. Sama jednak złapałam się jakiś czas temu na tym, że chociażby samodzielne wyjście  moich dzieci poza bramę (na które jednak pozwalam) napawa mnie lękiem.

Nuda potrzebna jest dzieciom, by znaleźć wewnętrzną ciekawość, pasję. Motywuje, by zacząć działać samemu. Często jest początkiem twórczych i kreatywnych działań.

Nuda wymaga jednak też uważności od nas rodziców. Uważności, bo musimy być uważni, by dziecko odpowiednio wesprzeć i nie proponować gotowych rozwiązań. Kiedy słyszymy „nudzi mi się” częstą strategią jest serwowanie dzieciom całej palety rozrywek, którym mogą się w tej chwili oddać. Dziwnym trafem najczęściej żadna z naszych propozycji nie zostaje przyjęta z entuzjazmem. Dlaczego?

NUDA I SAMOTNOŚĆ

Nuda prócz tego, że może być początkiem drogi do kreatywności i samopoznania bywa też maską dla czegoś innego. Lawrence J. Cohen w „Rodzicielstwie przez zabawę” pisze:

Dziecko, które czuje się samotne, mówi: „Nudzi mi się”.

Komunikat „nudzi mi się” najczęściej jest ze strony dziecka prośbą o kontakt. Prośbą, która wyrażona przez świadomego swoich potrzeb dorosłego mogłaby brzmieć:

– Czuję się nieswojo. Sam nie wiem, co mi dolega. Czy mógłbyś pobyć przy mnie, tak abym mógł poczuć się kochanym i wartościowym?

Mało realne nawet w dorosłym wydaniu, prawda?

Myślę sobie też, że być może dlatego tak często nudzące się dzieci są skłonne zaakceptować jedynie kolejną bajkę lub grę. Multimedia wyłączają nam te niemiłe poczucie osamotnienia czy też nieprzystawalności do świata, który mamy wokół.

Spróbujmy więc być uważni na te dziecięce komunikaty. Ciągle mam w pamięci moment, gdy Małgosia Musiał zapytała uczestników swoich warsztatów o wspomnienie z dzieciństwa, gdy czuli się szczególnie ważni, wyróżnieni. Byłam zadziwiona, jak każdy z nas po kolei opowiadał o bardzo zwykłych chwilach. Tym, co wyróżniało te chwile był czas naszych rodziców przeznaczony tylko i wyłącznie dla nas i łączące się z tym poczucie bliskości.

Mając to w głowie dużo łatwiej odłożyć mi to, co robię i powiedzieć mojemu dziecku – „A chciałbyś posiedzieć ze mną na fotelu?”. Siedzimy sobie i różne rzeczy z tego wychodzą. Czasami wychodzi nam rozmowa, czasami milczenie, a czasami wspólne działanie. Jednak zawsze jest w tym ogromna bliskość.

RECEPTA?

Jeśli koniecznie potrzebujemy jakiegoś lekarstwa na nudę, to jest nim chyba właśnie bliskość, wspólny czas, dziecięca autonomia i nasze empatyczne wsparcie dla poszukiwań tego, co kręci, interesuje i ciekawi.

Ostatnie posty

Zostaw komentarz

0