To, co jest istotne

Gdybyśmy zadali sobie pytanie – co jest dla mnie ważne, to czy moglibyśmy odkryć coś o czym nie wiemy? Przecież wiemy, co jest dla nas ważne. Czy naprawdę? 

Większość ludzi zapytana o to, co dla nich najważniejsze wymienia najczęściej w różnej kolejności – zdrowie, rodzinę, dzieci. Gdy jednak przyjrzymy się tym naszym wartościom, to możemy niechcący odkryć, że  są takimi wartościami na papierze.

Dla mnie zdrowie to też jedna z ważnych rzeczy. Jednak lista zaległych wizyt u lekarzy różnych specjalności jakoś stoi z tym w sprzeczności. Rodzina? Tu mogę wymienić listę zaległych rozmów telefonicznych z tymi, którzy mieszkają dalej i brak czasu dla tych, którzy mieszkają blisko. Dzieci zawsze są jedną z priorytetowych wartości. Czy jednak czas, który z nimi spędzam jest jednak taki, jaki chciałabym, aby był?

Czy gdy przyjrzycie się swoim wartościom to też odnajdujecie podobne sprzeczności? Możemy odkryć, że zamiast na rzeczy najważniejsze poświęcamy czas na rzeczy nieistotne. Dziwne jest to, że często nie traktujemy tego wyboru w kategoriach naszej decyzji. Tak jakbyśmy co dnia to nie my decydowali, że nie podejmujemy jakiejś aktywności, a podejmujemy inne. Najczęściej mówimy, że nie mamy na to czasu, zupełnie ignorując to, że jednocześnie mamy czas na rzeczy nieistotne. Mówimy, że się nie da, że tobie to dobrze, bo ty możesz, a jakbyś był na moim miejscu to byś zobaczył jak to trudno. Odmawiamy sobie sprawczości w stosunku do własnego życia.

Jeszcze parę lat temu nie sądziłam, że mogę mieć wpływ na własne życie. Ono było energią, która płynęła zabierając mnie ze sobą to tu, to tam. Zamiast podejmować decyzje przyjmowałam to, co przychodziło usiłując lepiej lub gorzej znaleźć się w tym. Potrzebowałam ogromnego wewnętrznego wysiłku, by uwierzyć, że moje życie zależy ode mnie. Jeśli mi się nie podoba, mogę podjąć różne decyzje, by je zmienić.

Jednak wtedy jak już podejmę jakieś decyzje to przecież może mi się nie udać. I tu jest sedno sprawy. Bo dopóki nic nie robię, to nie jest moja wina. Nie muszę brać na siebie odpowiedzialności. To niby moje życie, ale dopóki nic nie robię nie robię nie muszę mieć pretensji do siebie.

Ze strachu nam się to bierze. Ze zrozumiałego, aczkolwiek zupełnie irracjonalnego strachu. Doskonale tłumaczy to Chris Hadfield, kanadyjski astronauta. Swego czasu jego wystąpienie na TEDx Vancouver było dla mnie jak pacnięcie się w głowę. Trzeba ćwiczyć przechodzenie przez pajęczyny. Zresztą – sami posłuchajcie:

 

Od tej pory wierzę, że nagrodą za odwagę brania odpowiedzialności za własne życie jest niewyobrażalne piękno. Wszystko czego doświadczyłam od momentu, gdy tę odpowiedzialność przejęłam składa się właśnie na takie doświadczenie.

Serdecznie Wam tego życzę!

O mnie

zmianyadmin

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *