Pierwszy rok w edukacji domowej – podsumowanie

Pierwszy rok za nami. Egzaminy zdane, oceny wystawione. Czuję potrzebę, by podsumować ten czas. Zebrać doświadczenia, określić co wyszło, a co nie, nazwać zdziwienia i rozczarowania. 

Przede wszystkim – to był bardzo dobry rok.

Rok, w którym nauczyłam się moich dzieci i o moich dzieciach więcej niż kiedykolwiek przedtem. Czas spędzony razem – nie świąteczny, nie na ekstrasach, a na zwykłej codzienności sprawił, że bardziej jasne dla mnie jest to, co ważne. Zrozumiałam też, że to, co trudne, może być okazją do tego, co ważne. Okazją do tego, by nauczyć się być razem w satysfakcjonujący dla wszystkich sposób  i wspierać w trudnych momentach. I mówię tu o wspieraniu się nawzajem. Doświadczyłam bowiem tego, że dzieci mogą też umieć i chcieć udzielać rodzicom wsparcia w trudnościach. Nauczyłam się też w tym roku, że dbanie o siebie jest kluczowe. Bez zadbanych swoich potrzeb nie byłam w stanie towarzyszyć dzieciom w przeżywaniu trudnych emocji, a tych emocji było sporo, bo wszyscy przeżywaliśmy nowe, a do tego w połowie roku okazało się nagle, że zamiast małego synka mamy nastolatka z całym dobrodziejstwem inwentarza.

To był też jednak trudny rok.

Pełen wielu niepewności, wielu stresów związanych z podjętą przez nas decyzją. Ja musiałam uwierzyć, że dzieci będą się uczyć, gdy nikt im nie będzie stał z bacikiem nad głową. Dzieci musiały nauczyć się uczyć. To właśnie okazało się kluczową umiejętnością. Konieczne było zaplanowanie dnia, tygodnia i całego roku szkolnego oraz monitorowania w jakim tempie posuwamy się z nauką do przodu. Właściwie cały czas jesteśmy w procesie tej nauki. Każdemu dziecku przychodziło to z większą łatwością lub trudnością.

Ja musiałam uwierzyć,

że jestem w stanie nauczyć bądź towarzyszyć w nauce na poziomie klasy pierwszej i piątej. Miałam ten strach w sobie dopóki ktoś nie uświadomił mi, że mówimy przecież o zakresie szkoły PODSTAWOWEJ. To bardzo dużo mówi o systemie edukacji, przez który my dorośli przeszliśmy. Mamy skończone studia albo wykształcenie średnie, ale tkwi w nas przekonanie, że nie jesteśmy w stanie ogarnąć materiału szkoły podstawowej.

 

Pierwszą rzeczą,

jaką musieliśmy zdefiniować to to, kto jest odpowiedzialny za edukację. Ustaliśmy wspólnie, że dzieci. Trudne było to jednak dla mnie, by tej odpowiedzialności nie przejmować z powrotem. Trudno było akceptować różne formy nauki, które dzieci wybierały, uwierzyć, że to się dobrze skończy, i że jak mówią, że już to znaczy, że już. Trudno było nie naciskać przy różnych niechęciach. Czasami coś sprawiało trudność i dzieci porzucały daną dziedzinę na jakiś czas. Tak było na przykład z nauką czytania. Trudności generowały irytację i na dłuższy czas skupiliśmy się na matematyce, a ta przychodziła z łatwością. Trudno było nie drżeć wtedy z obawy czy aby wrócą do tego i zdążą nauczyć się przed egzaminami. Wracali, nabywali kompetencji, posiadali umiejętności i wiedzę. Nasz mózg jest tak skonstruowany, że uczy się przede wszystkim rzeczy, które są nam potrzebne. W pewnym momencie Dagny zapragnęła samodzielnie czytać książki i nauka czytania poszła do przodu. To znowu sprawiło, że nasza najmłodsza córka też zapragnęła czytać samodzielnie i teraz „uczy się literek” i ma z tego przednią zabawę.

Doświadczaliśmy,

jak nieskrępowana potrzeba wiedzy prowadzi do tego, że dziecko zainteresowane tematem uczy się więcej niż musi, sięga głębiej niż wymaga program. Przy ciele człowieka sięgaliśmy do podręczników z anatomii. Przeglądali je wspólnie jedenastolatek, pięciolatka i siedmiolatka. Wszyscy tak samo pochłonięci.

Dzieci zaczęły uczyć się od siebie. Średnia córka miała zabawę z uczenia najmłodszej, syn tłumaczył zadania średniej córce, a wszyscy uczyli się historii i przyrody na poziomie piątej klasy, bo okazało się, że to pociąga każdego.

Musieliśmy się też odczepić od ocen.

Skoro oddaliśmy odpowiedzialność, to dzieci decydowały jaki poziom osiągniętej wiedzy ich satysfakcjonuje. To było niezwykle trudne. Pierwszy egzamin, z historii, zdawaliśmy w grudniu. Poszedł tak sobie. Drugi, na początku kwietnia, z przyrody, udał się świetnie. Wiecie jaka była różnica? Taka, że nad historią pracowaliśmy ciężko, rzetelnie i  w pocie czoła. Natomiast przyroda to była zabawa. Spodziewałam się dokładnie odwrotnych wyników. Przed polskim mówiłam sobie, że dopuszczający to też ocena, a skończyliśmy z celującym.

To mówi tylko o tym, jak ułomnym narzędziem są oceny. I jak niewiele informacji zwrotnej, takiej z której dziecko może skorzystać, dają. Bo jeśli oceniać wysiłek, wkład pracy i zaangażowanie w naukę to z historii powinniśmy dostać celujący, z przyrody powinno być dobrze, a z polskiego ledwo ledwo. Jaka więc jest informacja zwrotna w przypadku oceny z historii? Za mało się starałeś? Prawda jest taka, że starał się najbardziej. Dla mnie to też znak, że warto zaufać dziecku. Ono wie, jak mu najłatwiej przyswoić dany materiał. Zmuszając go metody, która jest dla nas najlepsza możemy, co najwyżej obrzydzić mu dany przedmiot.  Widzę też, że do różnego materiału dzieci dobierają różne metody nauki. W jednym temacie są zupełnie samodzielne, w innym potrzebują towarzysza.

Porównując też końcowe oceny z zeszłego roku w szkole systemowej i te z pierwszego roku edukacji widać, że z każdego przedmiotu syn podniósł ocenę o 2-3 stopnie. Dla mnie to jest o tym, że wolność w edukacji ma kluczowe znaczenie i ogromne przełożenie na osiągane wyniki.

Co zmienimy?

Mam poczucie, że kolejny rok będzie łatwiejszy. Więcej w nas wiary i pewności. Więcej też będzie, nazwijmy to – „innych metod” niż te, które bezpiecznie wybieraliśmy w tym roku czyli podręcznik i zeszyt ćwiczeń. Trochę ze strachu, trochę pod presją czasu (nie zdążymy do egzaminów, gdy będziemy się tak bawić) nie wybieraliśmy projektów, lapbooków, pracy zespołowej. Teraz już wiem, że zdążymy i że te metody dają często lepsze efekty. Nauka jest najefektywniejsza, gdy jest zabawą i zamierzamy w tym roku wchodzić w to głęboko.

Bardzo cieszę się z tego momentu,

w którym jestem. Edukacja domowa to była najlepsza decyzja jaką mogliśmy podjąć zarówno dla nas, jak i dla naszych dzieci. Patrzyłam przez cały rok, jak rosną w sobie, uczą się decydować, ponosić konsekwencje. Widziałam jak się rozwijają, nabywają nowych umiejętności, uczą się współpracować, związują się bardziej ze sobą. Teraz odpoczywamy zadowoleni z tego, co osiągnęliśmy. Choć egzaminy były już trzy tygodnie temu, to dopiero wczoraj poznaliśmy ostatnią ocenę końcową i oficjalnie możemy pożegnać ten rok szkolny. Zgadnijcie czym się w związku z tym zajmują dzieci?

Planowaniem nauki na przyszły rok.

O mnie

zmianyadmin

Zobacz wszystkie posty

1 Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *