Nauka oczami dziecka

Badania nad ludzkim mózgiem sprawiają, że o tym jak uczy się mózg, jak przebiega proces nauki i jakie warunki są dla niego optymalne, a jakie nie  możemy przeczytać w mataanalizach badań albo mniej lub bardziej naukowych książkach polskich i zagranicznych naukowców. Dr Marek Kaczmarzyk, dr Marzena Żylińska, Manfred Spitzer, Gerald Huether, Joachim Bauer to nazwiska, które jako pierwsze przychodzą mi do głowy, gdy myślę o neurodydaktyce.

Neurodydaktyka czyli nauczanie przyjazne mózgowi. Jeśli myślicie, że badania w tej dziedzinie można prowadzić tylko w uniwersyteckiej katedrze to się mylicie. Niemal te same wnioski można wysnuć obserwując uczące się dzieci, rozmawiając z nimi i samemu stawiając się w roli ucznia. Nie wiedząc nic o neurodydaktyce, nie wiedząc, że w ogóle ona istnieje bardzo szybko odkryjemy podstawowe przynajmniej informacje o tym w jaki sposób przebiega proces nauki, co w nauce pomaga, a co przeszkadza.

Nie ma mowy o nauce w sytuacji przymusu i braku autonomii

Rok temu B. nie cierpiał techniki. Zastanawiając się nad wyborem zajęć popołudniowych w tym roku zdecydował się na stolarkę w Pałacu Młodzieży. Po paru zajęciach wsiąkł na dobre. Czemu? Na zajęciach można realizować swoje własne, samodzielnie wybrane lub wymyślone projekty. Każdy robi swój projekt we własnym tempie. To umożliwia łączenie dzieci w różnym wieku i na różnym poziomie umiejętności. To dzieci szukają u prowadzącego informacji jak coś zrobić wtedy, kiedy tego potrzebują. Często korzystają z pomocy kolegów, bo pan jest jeden, dzieci kilkoro i okazuje się, że łatwiej zapytać kolegę niż dobić się do pana. Prowadzący nie studzi zapału tylko pomaga rozbierać słonia na części. B. nigdy o żadnym ze swoich pomysłów nie usłyszał, że to za trudne, niemożliwe, a po co coś takiego. Tylko od razu jest rozkminka jak to zrobić. Nawet gdy chodzi o replikę pistoletów czy miecza świetlnego z Gwiezdnych Wojen.

Z okazji Dnia Matki miały odbyć się „integracyjne” zajęcia dla mam i synków. B. cieszył się jak wariat i bardzo szczegółowo zaplanował co będziemy robić. Niestety, okazało się, że z tak szczególnej okazji pan zmienił strategię i dokładnie zaplanował całe zajęcia. Gdy moje nastoletnie dziecko usłyszało, że zamiast bardzo dokładnie obmyślonego podajnika na biurko będziemy robić tulipana na podstawce … to cały zapał uleciał w jednej chwili.

Patrzyłam na niego i widziałam jak się przewala jedno po drugim – rozczarowanie, żal, złość, wściekłość, bunt, rezygnacja. Zostaliśmy na zajęciach chyba ze względu na jego relację z prowadzącym. Miał ochotę wyjść, ale został, bo poczuł, że sprawi przykrość panu. Zostałam razem z nim, ale już wszystko było po nic. Zniknęła ekscytacja i zaangażowanie. Robiliśmy program minimum. Jednak nasz plan minimum zderzył się z potrzebą planu idealnego prowadzącego. Okazało się, że nasz tulipan jest zamontowany nie w tę stronę co trzeba. Stwierdziliśmy z synem, że to nam nie przeszkadza. Nie dane nam jednak było zdecydować. Tulipan został pieczołowicie wymontowany i oszlifowany i zamontowany ponownie tym razem przodem do przodu. Widziałam jak z tym czuł się B. i wiem jak mnie z tym było.

Dorosły w roli ucznia

Miałam ochotę uciec. Znalazłam się w sytuacji, której szczerze nie cierpię. Nie lubię publicznie się uczyć, wykazywać się nieporadnością, niewiedzą. Przycinanie sklejki i opiłowywanie jej w kształt tulipanowego liścia było cholernie trudne i nużące.

Przez okno świeciło słońce, w sali zrobiło się gorąco. Cała moja integracja sensoryczna eksplodowała. Sygnał alarmowy i migająca na czerwono kontrolka odpaliły się informując moje ciało – zagrożenie, uciekaj! Za gorąco, inni ludzie są za blisko, małe pomieszczenie, słaba akustyka, za głośno. Głos odbija się od ściany, uderza mnie z powrotem jak piłką, zaczyna się panika. Wdech, powoli, spokojnie, dasz radę, wydech.

Przypomniałam sobie jak to jest, gdy wstydzisz się zadać pytanie – czy tak dobrze, czy dobry pilnik, czy w dobrą stronę, a co teraz. Stoisz z robotą i myślisz – zapytać i wyjść na głupią, bo przecież to pewnie oczywiste, którym pilnikiem czy samemu zdecydować i spaprać tego liścia. Syn tylko wzrusza ramionami pogrążony we własnych emocjach, a ja w coraz większej rozterce.

Przypomniałam sobie, jak się czuje człowiek, któremu co chwila zwracają uwagę, że robi coś nie tak. Niby to oczywiste, uczę się, robię błędy, zwracają mi uwagę, poprawiam błędy, robię to coraz lepiej. Tylko, że to wcale tak nie działa. Za każdym razem, gdy dostawałam uwagę, naprawdę miłą i taktowną, że coś jest nie tak i powinno być inaczej – czułam się jak kretynka. Przecież gdybym była mądra to bym wiedziała.

A na koniec to obezwładniające poczucie braku autonomii. Ustalamy z synem, że dla nas tak jest ok i dowiadujemy się, że tak nie może zostać, że trzeba poprawić. Te myśli i uczucia przelatujące przez głowę. Jasne, możesz się upierać przy swoim, ale wtedy trzeba stanąć na środku sceny i zawalczyć, odsłonić się. Powiedzieć publicznie „nie”. Nie zgadzam się, dla mnie wystarczy, nie chcę. Nawet dla mnie dorosłej wobec innego dorosłego było to ogromnie trudne i nie zdecydowałam się na to. Schyliłam głowę, przełknęłam pigułkę. Fatalnie się potem czułam. Czułam się nic nie warta.

Tak samo czują się nasze dzieci w szkole. Tylko, że my jesteśmy dorośli i teoretycznie mamy zasoby, by sobie z tym radzić. A nasze dzieci?

Zapytaj dziecko

Moja najstarsza córka jest zafascynowana faktem, że razem będziemy się czegoś uczyć. Postanowiłyśmy kupić sobie rolki. Ani ona, ani ja nigdy wcześniej nie jeździłyśmy na rolkach. Dużo o tym rozmawiamy – jak to będzie, czy trudno, czy łatwo, czy nogi będą boleć, a przede wszystkim:

– Ale mamo, ty naprawdę też będziesz się uczyć?

– Tak – mówię – i bardzo się tego boję.

– A dlaczego?

– Bo nie lubię, gdy ludzie się na mnie patrzą jak się uczę. Chciałabym, żeby mnie zobaczyli jak już umiem. A Ty jak masz?

Dowiedziałam się, że nauka jest fajna, gdy jest frajdą, zabawą albo gdy chcesz tak ciężko pracować, a nie fajna jest wtedy, gdy nie chcesz jej robić i jest dla Ciebie za trudna i kiedy się boisz. Jest też trudna wtedy, kiedy nie chcesz się uczyć, ale chcesz już umieć te rzeczy. A co można zrobić, aby nauka była fajna? Można ją tak zmienić, by tobie się podobała.

Dzieci dokładnie wiedzą czego im potrzeba.

 

O mnie

zmianyadmin

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *