Najpierw ja

Nie bez powodu w samolotowej instrukcji na wypadek katastrofy to rodzice muszą najpierw założyć maski tlenowe, a dopiero potem zadbać o dzieci. To jest tak bardzo proste i logiczne do bólu, że kompletnie to ignorujemy. Znalazłam jakiś czas temu taki bon mot rodzicielski, który mi otworzył oczy – „Istotą macierzyństwa nie jest to jak radzisz sobie z dziećmi, ale jak radzisz sobie ze sobą”. I tak właśnie jest. Dopóki nie poradzisz sobie ze sobą, nie dasz rady zbudować dobrej, silnej, bezpiecznej relacji z dziećmi. Trudno im dawać to czego sami nie mamy. Trudno rozumieć ich emocje, gdy sami swoich nie rozumiemy.

Agnieszka Stein w „Potrzebna cała wioska” pisze: „Trudno (…) troszczyć się o dziecko komuś, kto jest chory, kogo coś boli, kto trzy dni nie spał albo jest bardzo poraniony swoimi doświadczeniami. Oczywiście taki rodzic może dać dziecku niezbędne minimum, ale często nie potrafi być wspierający emocjonalnie.”

Zadbajmy o siebie. Poradźmy sobie ze swoimi doświadczeniami, które niesiemy. Pójdźmy do coacha, do psychologa, do psychiatry. Zmiana, gdy jesteśmy okrzepnięci w swojej niewygodzie nie jest łatwa i przyjemna. Ale to, co dostajemy potem jest niezwykle ekscytujące.

Relacje, które potem się zmieniają są jak niezwykła przygoda. Stają się głębsze i mocniejsze. Ale to jest możliwe tylko wtedy, gdy sami w siebie umiemy wejrzeć głęboko, gdy się nie boimy tego, co tam zobaczymy i gdy sami w sobie jesteśmy mocni.

Warto przeżyć tę przygodę.

O mnie

zmianyadmin

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *