Już nie mam marzeń!

Jakieś półtora roku temu usłyszałam magiczne zdanie, po którym przestałam oddychać. Poczułam się jakbym jednocześnie dostała pięścią w splot słoneczny i obuchem w głowę. Tak bardzo byłam poruszona tym, co kiedyś na spotkaniu Klubu Przedsiębiorczych Mam powiedziała twórczyni Browaru Społecznego.

Agnieszka stwierdziła wtedy, że ona nie ma marzeń. Ona ma cele. Wtedy, nagle w tym jednym momencie zrozumiałam, co mnie doprowadziło do miejsca, w którym byłam i co sprawiło, że to miejsce mnie przestało się podobać. To było poczucie braku wpływu na swoje życie. Poczucie niemocy. To ma bardzo bliski związek właśnie z marzeniami. Bo gdy marzysz, to nie zakładasz w ogóle żadnego własnego wkładu w to, aby to marzenie się ziściło. Gdy masz cel zamiast marzenia zakładasz, że będziesz ciężko pracować, by do tego celu dotrzeć.

Żeby było jasne. Ja doskonale to poczucie niemocy rozumiem. Przeszłam przez jego wszystkie etapy. Związane z ograniczeniami własnego charakteru, posiadaniem dzieci, posiadaniem wielu dzieci, posiadaniem wielu dzieci i pracującego dużo męża, brakiem pieniędzy, brakiem możliwości łączenia pracy i opieki nad dziećmi, posiadaniem depresji i różnych przekonań, które mi tę sprawczość uniemożliwiały.

Agnieszka pozbawiła mnie oddechu swoim stwierdzeniem ponad rok temu. Przez ten czas odbyłam długą drogę by być tu, gdzie jestem. Na tej drodze były dwie śmierci bliskich mi osób, trzymiesięczna terapia, rok ciężkiej, intensywnej zawodowej pracy. I po prostu – rok pracy nad sobą, bym umiała odkryć swoje potrzeby i postawić sobie swoje cele.

Trudno myślec o stawianiu sobie celów, gdy jesteśmy w nierównowadze. To mój pierwszy wniosek z tego roku. Drugi dotyczy tego, że terapia w odkrywaniu własnych potrzeb – tych prawdziwych, a nie tych, które myślimy, że powinnyśmy mieć, jest bardzo pomocna. Dla mnie doświadczenie terapii i praca z własnymi przekonaniami było kluczowe.

Drugim kluczowym elementem na drodze dochodzenia do własnych potrzeb jest ciągła inspiracja i motywowanie się. Dla mnie sposobem na to jest uczestniczenie w spotkaniach Klubu Przedsiębiorczych Mam, czymś takim był wyjazd na Forum Przedsiębiorczych Mam do Warszawy, a ostatnio to, co mnie najbardziej trzyma pod prądem i sprawia, że wciąż jestem „na ścieżce” są podkasty. Ogromna kopalnia wiedzy, inspiracji i sposobów na otworzenie sobie głowy i zobaczenia spektrum możliwości. W tej chwili słucham podkastów Mała Wielka Firma, Więcej niż oszczędzanie Pieniędzy, Po Nitce Ariadny i Pani Swojego Czasu.

Cel to słoń. By go zjeść trzeba się do tego przygotować. Nie zjecie go, gdy tkwicie po uszy w niemocy, w poczuciu braku wpływu na swoje życie. Jeśli jesteście w takim momencie musicie najpierw dojść do tego, co sprawia, że tak jest. Często to praca nad naszym poczuciem wartości. Nad tym, dlaczego ważniejsze jest to, co myślą inni od tego, co ja myślę. Zastanowienie się dlaczego od tak długiego czasu czekam aż coś się zmieni, a nie robię nic by tak się stało. Doskonałym do tego narzędziem jest terapia indywidualna. To nie jest prosta i przyjemna sprawa. Często to bolesny proces, ale efekty, w moim przypadku, są warte tego, by na to się poważyć. Często dopiero po raz pierwszy w życiu docieramy do tego, czego naprawdę chcemy. Często nigdy wcześniej nie zastanawiałyśmy się nad tym. Wyobraźcie sobie jakie to mogą być odkrycia!

Gdy już dojdziecie do tego, co jest Waszym celem, rozpiszcie go sobie na etapy. To jest właśnie to zjadanie słonia po kawałku. Pamiętajcie o tym, by te kawałki były bardzo wymierne i szczegółowe. Jeśli celem jest na przykład założenie do grudnia 2018 roku firmy, to rozpiszcie sobie bardzo szczegółowo jakie działania musicie podjąć, byście mogły w grudniu zarejestrować działalność gospodarczą. To będzie na przykład biznes plan, a w nim szczególnie ważny element – symulacja przychodów i wydatków.

Nie bójcie się też rezygnowania z celów, jeśli po drodze odkryjecie, że nie są Wasze. Tę naukę możecie pobrać tylko wtedy, gdy działacie. I jest ona bezcenna. Jeśli dotąd płynęliście z prądem to działanie bywa przerażające. Ja potrzebowałam co najmniej półtora roku, by się do działania ośmielić. A wciąż jestem na początku drogi.

Często niesiemy ze sobą przekonanie, że działanie ma sens tylko wtedy, gdy będzie perfekcyjne. Myślimy, że gdy coś niesie ryzyko to lepiej się do tego nie zabierać. Gdy same nie zarabiamy, kwoty pieniężne, które możemy stracić przerażają nas dużo bardziej niż wtedy, gdy nimi obracamy. Dobrze jest w takim momencie wyjść do ludzi, rozmawiać z nimi, zadawać pytania, przyglądać się. Informacje o tym, że ktoś kogo poważamy w biznesie, zanim doszedł do tego co ma, miał kilka porażek, interesów, które nie wyszły, jest krzepiąca. Czasami trzeba po prostu popełnić kilka błędów, by się czegoś dowiedzieć. W tym całym procesie dochodzenia do celu niezwykle ważna jest też empatia dla samej siebie. Danie sobie prawa do popełniania błędów.

Chciałabym tchnąć w Was odwagę do tego, by o siebie zadbać. Zadbać w taki głębszy sposób. I zapewnić, że nie tylko Wy na tym skorzystacie, ale też Wasi najbliżsi, choć często będą protestować podczas tej podróży. Nagrodą jednak jest, jak mówi mój ulubiony astronauta – niewyobrażalne piękno. Warto po to sięgnąć.

Na koniec chciaabym zostawić Was z cytatem z Marshalla Rosenberga, który krok po kroku zmienia moje życie.

„Im bardziej jesteśmy świadomi naszych potrzeb, tym lepiej możemy o sobie stanowić i lepiej rozumieć innych”.

O mnie

zmianyadmin

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *