Język miłości

Pierwsze dziecko to jest zawsze poligon doświadczalny. Nie inaczej było u mnie. Im bardziej chciałam, tym bardziej mi nie wychodziło. A ciągle coś chciałam. Żeby był jakiś. Żeby coś robił. Żeby czegoś nie robił. Im bardziej się szarpałam, tym większy opór napotykałam.

Po tym jak przeczytałam „Dziecko z bliska” Agnieszki Stein zrozumiałam, że od dziesięciu lat stoję przed nim i ciągle czegoś chcę, żądam, domagam się. Zrozumiałam, że jeśli mam dziecko, które jest moją wierną genetyczną kopią, to ono musi być psychicznym wrakiem po tym jak w ciągu ośmiu godzin w szkole przeżyło milion interakcji społecznych.

Stanęłam za nim. Zabezpieczam tyły. I widzę jak opadają z niego wszystkie łuski i kolce. Jak jasne stają się przyczyny. A gdy przyczyna jest jasna, łatwiej zachować spokój. Łatwiej kochać takiego nastroszonego, gdy się ma zrozumienie dla tego, co go dzisiaj spotkało. A ilość miłości, którą dostaje się w zamian jest obezwładniająca.

No dobra. Nie do pogardzenia są spojrzenia innych mam, gdy twój dziesięciolatek daje Ci mnóstwo całusów, wraca jeszcze, by się wtulić i leci na lekcje 🙂

 

O mnie

zmianyadmin

Zobacz wszystkie posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *